W niedzielę 18.10.2015 r. obejrzeliśmy film Tarkowskiego „Ofiarowanie”. Filmu wyreżyserowanego tuż przed śmiercią reżysera, będącego jakby wizją życia gdzie tylko część jest dla nas jasna, odkryta – jak góra lodowa. Film jat dedykowany synowi – by dawał nadzieję i .... Film mistyczny i w treści apokaliptyczny, w którym jawa miesza się ze snem, trudno je od siebie oddzielić, film ukazujący nasze strachy, zagubienie, namiętności, które nami targają za którymi chcemy podążyć , a jednocześnie chcemy przed nimi uciec, „marność nad marnościami i wszystko marność" (Koh.) –film podkreśla marność świata, jego wartości w których grzęźniemy (sen Aleksandra).
No cóż, film nie ma prostego przekazu, zwłaszcza dla nas współczesnych, przywykłych do filmów nieskomplikowanych, o prostej konstrukcji, filmów akcji – zagłuszających to co najważniejsze, filmów, w których wszystko podane jest na tacy – bez trudnych interpretacji i doszukiwania się drugiego dna – nie jest to typ filmu: prosty, łatwy i przyjemny. Ale jednocześnie jest coś w tym filmie co pozostaje w człowieku i każe mu go roztrząsać, rozbierać na części pierwsze i nie pozwala zasnąć.
Pierwsza myśl, która zdominowała myślenie już w czasie oglądania filmu i po jego zakończeniu, co prosto wyraził Krzysiek – wszystko mnie w tym filmie denerwuje (gdybym oglądała go w domu po 5 minutach wyłączyłabym go, lub przynajmniej zajęłabym się czymś w międzyczasie). Denerwuje nas wszystko od spowolnionej muzyki z dramaturgicznymi wstawkami (adagio), poprzez teatralność, sztuczność życia, brak uczuć, brak mimiki, jednocześnie spowolnione jak i przerysowane ruchy, długie niekończące się monologi – mówiące o ważnych rzeczach, ale jednocześnie pełne patosu i bałaganu, nic z nich nie wynika, jakby samo słowo było ważniejsze od znaczenia – przynajmniej na pierwszy rzut oka.
Film mówiąc krótko „ciągnął się jak flaki z olejem” przez 2,5 godziny, na szczęście w pewnym momencie zabrakło prądu i atmosfera się rozładowała, napięcie spadło.
Przekaz film jest jeden – nie da się tak dłużej żyć w takim układzie świata, nie potrafimy dostrzec tego co ważne, nie widzimy już wnętrza, znieczulamy się na różne sposoby by żyć dalej, trzeba to zmienić, trzeba wszystko doszczętnie wytracić - spalić i zacząć od nowa.
Myślę, że kluczowe dla filmu, a na co nie zwróciliśmy uwagi były słowa listonosza tuż po tym jak zapytał o to czy Aleksander wierzy w Boga i odpowiedzi przeczącej, zapytał też, dlaczego twoja twarz jest ciągle smutna – przecież masz wszystko. I o to chodzi można mieć wszystko ale cały czas czuć brak i to zdaje się rozumieć w zasadniczej scenie ofiarowania bohater.
Myślę, że warto by obejrzeć ten film jeszcze raz, by dokładniej przyjrzeć się monologom, wypowiedziom. Czy poleciłabym go do samodzielnego oglądania – z pewnością nie – myślę, że film ten trzeba obejrzeć w grupie by po nim razem spróbować wyłuskać niektóre elementy, a one dopiero pobudzą samodzielną analizę, jest to film do którego oglądania z pewnością trzeba się przygotować.
Co to ofiarowanie - jak mówi listonosz, bohater filmu: jeśli prezent nic by nas nie kosztował, to cóż to byłby za prezent. W filmie widzimy trzy obrazy ofiarowania: prezent urodzinowy, obraz Leonarda da Vinci i modlitwę Aleksandra w której sam się ofiarowuje (nawet składa ślub milczenia) by ocalić świat, a zwłaszcza najbliższych.
Film kończy się słowami małego człowieka – chłopca – milczącego przez cały film: "Na początku było słowo... Dlaczego, tato?".
...........................................................
Zastanawiające jest, że tylko główny bohater się przebudził i wiedział co zrobić by zacząć żyć naprawdę i druga rzecz tylko on tak naprawdę widział chłopca, pozostali tylko o nim mówili, że jest ważny, ale tylko Alexander do niego mówił i go widział, no może poza listonoszem, który również go przez moment widział.